| Państwo | |
|---|---|
| Okręg | |
| Miejsce | |
| Data |
15 lutego 1998 |
| Godzina |
16:00 – 16:30 (UTC+02:00) |
| Liczba zabitych |
10 osób |
| Liczba rannych |
1 osoba |
| Typ ataku |
masakra z użyciem broni palnej |
| Sprawca |
Leonardas Zavistonovičius |
Położenie na mapie Litwy | |
Strzelanina w Drawczach – zdarzenie, do którego doszło w Drawczach, małej wiosce w rejonie szyrwinckim na Litwie, 15 lutego 1998 roku. 58-letni Leonardas Zavistonovičius (Leonard Zawistonowicz), litewski Polak, zastrzelił dziewięciu mieszkańców wsi i ranił jednego, po czym sam został pobity ze skutkiem śmiertelnym. Ze względu na narodowość sprawcy i ofiar spekulowano, że zbrodnia miała podłoże polityczne. Śledztwo wykazało jednak, że Zavistonovičius cierpiał na ciężką chorobę psychiczną, co obaliło te spekulacje.
W niedzielę 15 lutego 1998 roku ok. godziny 16:00 Zavistonovičius uzbroił się w radziecki karabin myśliwski IŻ-12 i czechosłowacki karabinek ZKK-601 z celownikiem optycznym. Obie bronie posiadał legalnie, a po raz ostatni odnowił pozwolenie niecały rok przed strzelaniną. W ciągu następnej pół godziny odwiedził cztery domy we wsi, gdzie zabił dziewięciu sąsiadów i ich krewnych, wszystkich pojedynczymi strzałami w głowę lub klatkę piersiową.
Zavistonovičius najpierw udał się do gospodarstwa położonego najdalej od swojego domu. Gospodarz, Jonas Bareika, został zamordowany w swoim łóżku. Zavistonovičius zastrzelił również partnerkę Bareikasa, Marytė Rutkauskienė. Następnie poszedł do sąsiada Bareikasa, Leonasa Garbatavičiusa, którego zastrzelił przed drzwiami jego domu. Kolejnym przystankiem było gospodarstwo Vytautasa Vrubliauskasa, gdzie gospodarz został zabity, a jego matka Jadvyga i siostra Zofija zranione. Zofija Vrubliauskaitė, która na co dzień mieszkała w Szyrwintach i przyjechała odwiedzić rodzinę w weekend, zmarła po niecałej dobie w szpitalu w Szyrwintach podczas operacji. Jadvyga Vrubliauskienė zmarła tydzień później w wileńskim szpitalu Czerwonego Krzyża.
Sprawca przeniósł się następnie do domu Raudeliūnasa, który znajdował się najbliżej jego własnego domu. Kolejnymi ofiarami były Vanda Raudeliūnienė i odwiedzająca ją córka Dalia Kalibatienė, która była starszym porucznikiem w litewskim Ministerstwie Obrony Narodowej. Rodzina Kalibaitisów mieszkała w Solenikach pod Wilnem i często odwiedzała rodzinę w Drawczach. Zavistonovičius zabił również psa, który próbował bronić kobiet. Następnie przyniósł materac z własnego domu, aby nie kłaść się na gołej ziemi, i ukrył się, by zaatakować z ukrycia Antanasa Raudeliūnasa, jego zięcia Mindaugasa Kalibatasa oraz wnuków Viliusa i Tadasa. Mężczyźni zbierali drewno w pobliskim lesie. Usłyszeli strzały, ale nie zaniepokoili się od razu, ponieważ sądzili, że to myśliwi, którzy często odwiedzali tamtejsze lasy. Kiedy czterech mężczyzn wyszło spośród drzew, Zavistonovičius najpierw strzelił Mindaugasowi Kalibatasowi w klatkę piersiową, ale kula utknęła w mięśniach, nie powodując u niego poważniejszych obrażeń wewnętrznych. Następnie sprawca postrzelił Viliusa, gdy ten biegł na pomoc ojcu. Gdy strzelec podszedł do nich, Kalibatas i jego drugi syn Tadas rzucili się na Zavistonovičiusa, wyrwali mu broń z ręki i bili go, aż przestał się ruszać.
Ponieważ wówczas nikt we wsi nie miał telefonu, Mindaugas Kalibatas sam pojechał ze swoim synem Viliusem do szpitala w Szyrwintach, oddalonego o około 15 km; jednak Vilius zmarł w drodze. Szpital powiadomił policję i wysłał do wsi karetki pogotowia. Zavistonovičius został znaleziony żywy, lecz zmarł w szpitalu tego samego dnia ok. godziny 22:00 z powodu złamania podstawy czaszki.
Przy życiu pozostało tylko dwóch mieszkańców wioski: Antanas Raudeliūnas i matka Zavistonovičiusa, Juzefa.
Rząd litewski zareagował szybko, obawiając się, że strzelanina ma podłoże polityczne i może sprowokować dalszą przemoc. Do zdarzenia doszło w przededniu 80. rocznicy ogłoszenia Aktu niepodległości Litwy. Zavistonovičius należał do polskiej mniejszości na Litwie, podczas gdy wszystkie jego ofiary były Litwinami. Premier Litwy Gediminas Vagnorius powołał specjalną komisję śledczą do zbadania okoliczności zbrodni, a rzecznik prasowy prezydenta Algirdas Brazauskas próbował przekonać litewskie media do wstrzymania się z publikacją informacji na ten temat do czasu opuszczenia Litwy przez prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego, który przyleciał na uroczystości w Wilnie. Minister spraw wewnętrznych Vidmantas Žiemelis osobiście złożył bliskim ofiar oficjalne kondolencje w imieniu rządu. Rząd litewski pokrył także koszty pogrzebu ofiar. W pogrzebie rodziny Kalibatisów w Solenikach wzięło udział wielu dygnitarzy państwowych, w tym minister obrony narodowej Česlovas Stankevičius, posłowie na litewski Sejm i oficerowie armii litewskiej.
Wyniki śledztwa wykazały, że przyczyną strzelaniny była choroba psychiczna sprawcy (przewlekłe urojenia podobne do schizofrenii), a nie jego poglądy polityczne. Zavistonovičius posiadał broń myśliwską od 1975 roku. Jego pozwolenie było regularnie odnawiane. W ramach ubiegania się o przedłużenie pozwolenia Zavistonovičius musiał przechodzić okresowe badania psychiatryczne. Żaden z badających go lekarzy nie zauważył niczego podejrzanego, co wywołało wiele kontrowersji. Podczas śledztwa ujawniono, że w 1985 roku Zavistonovičius został skierowany na obserwację do wileńskiego szpitala psychiatrycznego. Sprawca był trzykrotnie żonaty. Jego trzecia żona rozstała się z nim zaledwie dziesięć miesięcy przed strzelaniną i opisywała jego chorobliwą zazdrość oraz urojenia prześladowcze, mimo że sąsiedzi uważali go za mądrego i pomocnego człowieka. Krewni zaczęli zauważać u niego niepokojące objawy od 1978 roku i uważali, że mogły być one związane z wypadkiem samochodowym, którego doznał dwa lata wcześniej. W świetle tych ustaleń prokuratura rozważyła możliwość postawienia zarzutów o zaniedbanie obowiązków służbowych siedmiu lekarzom, którzy zezwolili na przedłużenie pozwolenia na broń Zavistonovičiusa. Ustalono jednak, że lekarze nie dopuścili się zaniedbania; bez scentralizowanej, elektronicznej bazy danych, której wtedy jeszcze na Litwie nie było, nie mogli wiedzieć, że Zavistonovičius był leczony w szpitalu psychiatrycznym, a objawy jego choroby były maskowane i kontrolowane na tyle skutecznie, że przechodził rutynowe badania, nie wzbudzając żadnych podejrzeń.